Długo czekaliśmy na rozpoczęcie procesu przeciwko Mariuszowi Kamińskiemu b. Szefowi CBA i jego podwładnym, procesu historycznego, bo nigdy dotąd funkcjonariusze państwowi, na tak wysokim stanowisku, odpowiedzialni za wykrywanie przestępstw, nie zostali oskarżenia o ich popełnianie.

Czy cel uświęca środki? To pytanie będzie musiał rozstrzygnąć Sąd Rejonowy Warszawa Śródmieście, decydując o granicach działania służb specjalnych.

Zaczęło się od opinii znanego eksperta prawa dr Waldemara Gontarskiego, który odważył się w sprawie afery gruntowej sformułować zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, w związku z jego analizą stanu faktycznego w odniesieniu do obowiązującego prawa. Wydawało się, że absurdalne zawiadomienie naukowca, jak wiele podobnych umrze śmiercią naturalną. Ale tak się nie stało. Ten wizjoner prawidłowego czytania treści przepisu prawa, trafił na bardzo podobnego sobie, w osobie Prokuratora Okręgowego z Rzeszowa – Bogusława Olewińskiego. Rozpoczęła się historyczna dla Polski analiza, czy służbom wszystko można, czy też muszą się nauczyć przestrzegania prawa.

Niełatwa była droga do postawienia zarzutów Mariuszowi Kamińskiemu i jego podwładnym, ale Olewińskiemu udało się. Akt oskarżenia trafił do Sadu Rejonowego Warszawa-Śródmieście. Tam przeleżał prawie dwa lata. Po czym Sąd Rejonowy umorzył postępowanie z braku znamion czynu zabronionego, przy votum seperatum jednej z sędzi. Pokrzywdzeni w tym procesie czuli się jakby wylano na nich wiadro zimnej wody. Wszyscy zaskarżyli to rozstrzygniecie. Sąd Okręgowy w Warszawie 6 grudnia 2012 r. uchylił to postanowienie nakazując sądowi I instancji merytoryczne rozpatrzenie sprawy.

W taki to sposób w dniu 18 kwietnia 2013 roku doszło do rozpoczęcia procesu przeciwko Mariuszowi Kamińskiemu (obecny poseł PiS, twórca i pierwszy szef CBA), Maciejowi Wąsikowi (zastępca Kamińskiego, obecny warszawski radny PiS), Grzegorzowi Postek (b. szef zarządu operacji specjalnych CBA, a przedtem m.in. zastępca komendanta policji na Dworcu Centralnym w Warszawie) oraz Krzysztofowi Brendalowi (wicedyrektora zarządu-operacyjnego CBA, który zasłynął tym, że podczas słynnej akcji CBA w sprawie korupcji posłanki Beaty Sawickiej i burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego zeznał, że nie nie widział, jak burmistrz przyjmuje łapówkę od agenta, bo ukrył się w tym czasie w toalecie). Grozi im maksymalnie 8lat więzienia.

O godz. 9.00 wszyscy oskarżeni wraz z pełnomocnikami stawili się w SN. Oprócz nich prokurator Bogusław Olewiński z Rzeszowa, który tak odważnie sformułował zarzuty wobec Mariusza Kamińskiego i jego współpracowników z CBA. Na sprawę przybyło 3 oskarżycieli posiłkowych. Sprawę rozpatruje sad w poszerzonym składzie 3 Sędziów Sądu Rejonowego : Wojciech Łączewski, Małgorzata Drewin i Łukasz Mrozek. W pierwszej kolejności sąd rozpatrzył wniosek adw. Ryszarda Lubasa o skierowanie sprawy do rozpatrzenia jako w I instancji przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Po kilkuminutowej przerwie ogłoszono nieuwzględnienie wniosku. W uzasadnieniu Przewodniczący składu sędziowskiego stwierdził, iż sprawa nie jest szczególnie skomplikowana bądź zawiła.

Następnie przystąpiono do odczytania aktu oskarżenia przez prokuratora. Sąd zdecydował o jawności odczytania aktu oskarżenia w części obejmującej postawienie zarzutów oskarżonym. Mariusz Kamiński, Maciej Wąsik, Grzegorz Postek oraz Krzysztof Brendal usłyszeli niebagatelne zarzuty, czyli popełnienia przestępstwa z art. 229, 230, 231, 270 i 272 kodeksu karnego. Dwa z nich zagrożone są karą do 8 lat pozbawienia wolności. Oskarżeni jako funkcjonariusze publiczni przekroczyli swoje uprawnienia działając na szkodę interesu publicznego i prywatnego, poprzez zlecenie fałszerstwa dokumentacji w aferze gruntowej – do czego nie mieli uprawnień. Zlecając zakładanie podsłuchów prokurator uznał, iż nie tylko nie było podstaw do takich działań, ale wręcz sąd zatwierdzający takie czynności został wprowadzony w błąd, co do faktycznych podstaw do inwigilacji, wielokrotnie w stosunku do osób nie mających nic wspólnego z aferą gruntową. Zdaniem prokuratora z Rzeszowa w początkowej fazie operacji specjalnej pod kryptonimami TRESER i ODRA nie było dowodów, aby Andrzej Kryszyński popełnił przestępstwo płatnej protekcji, a przygotowanie do takiego przestępstwa nie jest w naszym kraju karalne. Natomiast ze strony CBA nastąpiło nakłanianie do takiego przestępstwa i wdrożenie go w życie, poprzez wręczenie Andrzejowi Kryszyńskiemu 10 tys. zł łapówki i telefonu komórkowego Nokia 8800 oraz usiłowanie wręczenia kwoty 2,7 mln zł. Z treści stawianych zarzutów dowiadujemy się, że Kryszyński chciał wycofać się z ustaleń z niejakim Sosnowskim – agentem działającym pod przykryciem. Nie znajdujemy jednak odpowiedzi dlaczego do tego nie doszło, być może CBA pokrzyżowałoby to plany znacznie wcześniej. Także w stosunku do Piotra Ryby wg prokuratora nie było podstaw do wszczęcia tzw. kontroli operacyjnej – czyli pełnej inwigilacji, czego dowodem jest fakt nie sporządzania przez CBA stenogramów jego rozmów telefonicznych w pierwszym etapie inwigilacji, gdyż jak stwierdzili nie było w tych rozmowach nic istotnego.

Sprawę odroczono do dnia 23 kwietnia 2013 roku. Będą przesłuchiwani pierwsi świadkowie.

Mina oskarżonych po wyjściu z sali sadowej nie była już tak pewna siebie, jak dotychczas.