Panie Wojtku, rajfurzenie dalekie jest od swatania i zawsze piętnowane. Oczywiście nie czerpie pan korzyści z tego procederu. Ale o jakich korzyściach mówimy? Domyślam się, że alfonsem pan nie jest i pieniędzy nie dostaje. Ale czy nie otrzymuje pan bonusów od podstarzałych lowelasów, w zamian za podsyłanie młodych, atrakcyjnych ciał. Odpowie pan, oczywiście nie. Ale późniejsze zaproszenia do „wyższych sfer”, informacje o intratnych interesach, a może zakupienie czegoś z pana kolekcji, to nie korzyść? Plotki nie powinny być źródłem informacji, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto rzuci hasło „sprawdzam”. W tym przypadku poległ pan na Malinie., młodej ambitnej dziennikarce, która bez czołobitności, co do pańskich zasług, rzekła „sprawdzam” etyce zasłużonego człowieka sportu. Nawet nie miała nadziei na odkrycie rzeczywistych kart tego męskiego pokera. Ale czujność opuściła pana. A tak naprawdę pokazała pustkę życia bogatych starców. Tak, panie Wojtku, dla młodych 20-30 letnich kobiet, pan i pana koledzy, jesteście starcami. Sterczące brzuchy, obwisła być może tylko skóra, zmarszczki na pół centymetra, łysiny spalone słońcem i żal za minioną młodością. Ale można tak łatwo udowodnić sobie własną atrakcyjność. Wystarczy tylko udowodnić światu, że nadal podobacie się pięknym, młodym i miłym dziewczynom. A one na początku swej drogi najczęściej biedne. I tak dochodzimy do barteru usług. I jakie ma znaczenie czy pan brał za to pieniądze, czy nie – rajfur to rajfur.
Panie Wojtku, nie wymyśliłeś prochu, ot tak po prostu trochę młodości za trochę luksusu. Mam to szczęście, że moja córka nie musi w ten sposób poprawiać sobie jakości życia, ale gdybym była w innej sytuacji i to mojej córeczce zaproponowałby stary cap poznawanie innego starego capa, jak żyje obdarłabym obu ze skóry.