gut blog

Twój nowy blog

Mobbing i molestowanie – słowa złowrogie i niechciane wszelkim osobnikom dzierżącym władzę. Nie chodzi mi o władzę na najwyższych szczeblach rządu, ale o władzę jaką daje wpływ na drugiego człowieka. Awans, zgoda na urlop, zaświadczenie, wydanie zgody na cokolwiek. Ważność, w tym momencie, składanego podpisu lub jakiejkolwiek deklaracji, demoralizuje bardziej niż film porno. I pojawia się pokusa. Jak z niej nie skorzystać? Jak nie skorzystać z okazji jaką daje nam los? Ona/On całkowicie w tym momencie i w tym miejscu zależni tylko od nas. Wystarczy powiedzieć- zrób to – a wrota piekła otworzą się na zawsze.

Prawo nie daje nam żadnej ochrony, to co jest w przepisach jest zwykłą iluzją. Ofiara, jeśli sama nie dostarczy żelaznych dowodów, nie ma szans na sprawiedliwość – to jest rzeczywistość. Nie wiem jakimi pobudkami kierowało się WPROST pisząc o mobbingu wobec anonimowej dziennikarki, ale wiem na pewno – WPROST rozpoczęło publiczną debatę o życiu ok. 10% Polek/Polaków dotkniętych problemem molestowania i mobbingu. 

Panie Wojtku, rajfurzenie dalekie jest od swatania i zawsze piętnowane. Oczywiście nie czerpie pan korzyści z tego procederu. Ale o jakich korzyściach mówimy? Domyślam się, że alfonsem pan nie jest i pieniędzy nie dostaje. Ale czy nie otrzymuje pan bonusów od podstarzałych lowelasów, w zamian za podsyłanie młodych, atrakcyjnych ciał. Odpowie pan, oczywiście nie. Ale późniejsze zaproszenia do „wyższych sfer”, informacje o intratnych interesach, a może zakupienie czegoś z pana kolekcji, to nie korzyść? Plotki nie powinny być źródłem informacji, ale zawsze znajdzie się ktoś, kto rzuci hasło „sprawdzam”. W tym przypadku poległ pan na Malinie., młodej ambitnej dziennikarce, która bez czołobitności, co do pańskich zasług, rzekła „sprawdzam” etyce zasłużonego człowieka sportu. Nawet nie miała nadziei na odkrycie rzeczywistych kart tego męskiego pokera. Ale czujność opuściła pana. A tak naprawdę pokazała pustkę życia bogatych starców. Tak, panie Wojtku, dla młodych 20-30 letnich kobiet, pan i pana koledzy, jesteście starcami. Sterczące brzuchy, obwisła być może tylko skóra, zmarszczki na pół centymetra, łysiny spalone słońcem i żal za minioną młodością. Ale można tak łatwo udowodnić sobie własną atrakcyjność. Wystarczy tylko udowodnić światu, że nadal podobacie się pięknym, młodym i miłym dziewczynom. A one na początku swej drogi najczęściej biedne. I tak dochodzimy do barteru usług. I jakie ma znaczenie czy pan brał za to pieniądze, czy nie – rajfur to rajfur.
Panie Wojtku, nie wymyśliłeś prochu, ot tak po prostu trochę młodości za trochę luksusu. Mam to szczęście, że moja córka nie musi w ten sposób poprawiać sobie jakości życia, ale gdybym była w innej sytuacji i to mojej córeczce zaproponowałby stary cap poznawanie innego starego capa, jak żyje obdarłabym obu ze skóry.

Zasada owoców zatrutego drzewa, która zabrania wykorzystywania w procesie dowodów zdobytych nielegalnie, nie została bezpośrednio implantowana do naszego prawa. Nie ma także zakazu jej stosowania. Najlepiej znamy tą zasadę z amerykańskiego systemu prawa. Niezliczone obwarowania, co do legalności dowodów, niejednokrotnie doprowadzają do uniewinnienia sprawcy przestępstwa. Zadajemy sobie wówczas pytanie, co jest nadrzędnym celem prawa. Kara czy poczucie bezpieczeństwa przeciętnego obywatela, w zakresie stosowanych wobec niego metod wymiaru sprawiedliwości. Każdy z nas winien odpowiedzieć sobie na to pytanie sam. Moim jednakże skromnym zdaniem ważniejsze jest to, że nie będzie dowolności we wkraczaniu w moją sferę życia prywatnego.

Znany profesor prawa niedawno opowiedział mi zdarzenie z jego okresu studiowania. Podczas zajęć z procedury karnej wykładowca oświadczył studentom: Jeśli dziś przydzielą wam aniołów stróżów, za tydzień każdy z was będzie przestępcą.

Nie wódź nas na pokuszenie. Odwieczna prośba o ochronę przed kusicielem. Słowa te zawarte w codziennej modlitwie katolików, nie wymagają ustanowienia kodeksów, rozporządzeń bądź innych aktów prawa. Czy możemy zatem zalegalizować uprawnienia policji i innych służb do podżegania nas do przestępstwa. Ileż razy wściekli krzyczymy do słuchawki: zabiję. W przypadku podsłuchiwania naszych rozmów nabiera to już innego znaczenia. Może planujemy morderstwo z premedytacją, na pewno planujemy a właściwie to rozpoczęliśmy przygotowania do zabicia. I tak to dzięki bezpodstawnemu podsłuchowi anioła stróża zostaliśmy potencjalnymi przestępcami a aparat państwowy uruchomił cała machinę, aby przykładnie nas powstrzymać lub ukarać.

CBA za czasów Mariusza Kamińskiego rozpędzone zadaniami, które przed nimi stały, zapomniało tak po ludzku, o wydaniu przepisów wykonawczych w zakresie legalizacji wytwarzanych dokumentów, czyli ich fałszowania. Cóż tam prawo, gdy spieszono się zamknąć parę osób, w tym Leppera, Sawicką czy Marczuk. Ale prawo jest bezwzględne, nie ma przepisu nie można działać.

To stało się podstawą do postawienia zarzutów Mariuszowi Kamińskiemu jako szefowi CBA, przez Prokuratora Okręgowego z Rzeszowa Bogusława Olewińskiego (jednego z nielicznych w tej branży, dla którego liczy się litera prawa). To stanęło u podstaw wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie w sprawie Beaty Sawickiej. Wyrok wywołał burzę. Dla jednych skandaliczny, dla innych długo w Polsce oczekiwany. Ja należę do tej drugiej grupy. Czas na dyskusję nad naszym prawem i dostosowanie go do standardów państwa demokratycznego. Kto z nas pamięta, że ustanawiając kodeks karny i postępowania karnego, wzorowano się m.in. na prawie radzieckim. ZSRR dawno przestało istnieć, a my wciąż spijamy jego owoce.

W imię tego, abym nie była więcej nielegalnie podsłuchiwana (mam status pokrzywdzonej w procesie przeciwko M.Kamińskiego za podsłuch), godzę się na to, aby uniewinniono sprawcę, jeżeli dowody przeciwko niemu zdobyto z naruszeniem prawa i moich niezbywalnych praw konstytucyjnych.

Długo czekaliśmy na rozpoczęcie procesu przeciwko Mariuszowi Kamińskiemu b. Szefowi CBA i jego podwładnym, procesu historycznego, bo nigdy dotąd funkcjonariusze państwowi, na tak wysokim stanowisku, odpowiedzialni za wykrywanie przestępstw, nie zostali oskarżenia o ich popełnianie.

Czy cel uświęca środki? To pytanie będzie musiał rozstrzygnąć Sąd Rejonowy Warszawa Śródmieście, decydując o granicach działania służb specjalnych.

Zaczęło się od opinii znanego eksperta prawa dr Waldemara Gontarskiego, który odważył się w sprawie afery gruntowej sformułować zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa, w związku z jego analizą stanu faktycznego w odniesieniu do obowiązującego prawa. Wydawało się, że absurdalne zawiadomienie naukowca, jak wiele podobnych umrze śmiercią naturalną. Ale tak się nie stało. Ten wizjoner prawidłowego czytania treści przepisu prawa, trafił na bardzo podobnego sobie, w osobie Prokuratora Okręgowego z Rzeszowa – Bogusława Olewińskiego. Rozpoczęła się historyczna dla Polski analiza, czy służbom wszystko można, czy też muszą się nauczyć przestrzegania prawa.

Niełatwa była droga do postawienia zarzutów Mariuszowi Kamińskiemu i jego podwładnym, ale Olewińskiemu udało się. Akt oskarżenia trafił do Sadu Rejonowego Warszawa-Śródmieście. Tam przeleżał prawie dwa lata. Po czym Sąd Rejonowy umorzył postępowanie z braku znamion czynu zabronionego, przy votum seperatum jednej z sędzi. Pokrzywdzeni w tym procesie czuli się jakby wylano na nich wiadro zimnej wody. Wszyscy zaskarżyli to rozstrzygniecie. Sąd Okręgowy w Warszawie 6 grudnia 2012 r. uchylił to postanowienie nakazując sądowi I instancji merytoryczne rozpatrzenie sprawy.

W taki to sposób w dniu 18 kwietnia 2013 roku doszło do rozpoczęcia procesu przeciwko Mariuszowi Kamińskiemu (obecny poseł PiS, twórca i pierwszy szef CBA), Maciejowi Wąsikowi (zastępca Kamińskiego, obecny warszawski radny PiS), Grzegorzowi Postek (b. szef zarządu operacji specjalnych CBA, a przedtem m.in. zastępca komendanta policji na Dworcu Centralnym w Warszawie) oraz Krzysztofowi Brendalowi (wicedyrektora zarządu-operacyjnego CBA, który zasłynął tym, że podczas słynnej akcji CBA w sprawie korupcji posłanki Beaty Sawickiej i burmistrza Helu Mirosława Wądołowskiego zeznał, że nie nie widział, jak burmistrz przyjmuje łapówkę od agenta, bo ukrył się w tym czasie w toalecie). Grozi im maksymalnie 8lat więzienia.

O godz. 9.00 wszyscy oskarżeni wraz z pełnomocnikami stawili się w SN. Oprócz nich prokurator Bogusław Olewiński z Rzeszowa, który tak odważnie sformułował zarzuty wobec Mariusza Kamińskiego i jego współpracowników z CBA. Na sprawę przybyło 3 oskarżycieli posiłkowych. Sprawę rozpatruje sad w poszerzonym składzie 3 Sędziów Sądu Rejonowego : Wojciech Łączewski, Małgorzata Drewin i Łukasz Mrozek. W pierwszej kolejności sąd rozpatrzył wniosek adw. Ryszarda Lubasa o skierowanie sprawy do rozpatrzenia jako w I instancji przez Sąd Okręgowy w Warszawie. Po kilkuminutowej przerwie ogłoszono nieuwzględnienie wniosku. W uzasadnieniu Przewodniczący składu sędziowskiego stwierdził, iż sprawa nie jest szczególnie skomplikowana bądź zawiła.

Następnie przystąpiono do odczytania aktu oskarżenia przez prokuratora. Sąd zdecydował o jawności odczytania aktu oskarżenia w części obejmującej postawienie zarzutów oskarżonym. Mariusz Kamiński, Maciej Wąsik, Grzegorz Postek oraz Krzysztof Brendal usłyszeli niebagatelne zarzuty, czyli popełnienia przestępstwa z art. 229, 230, 231, 270 i 272 kodeksu karnego. Dwa z nich zagrożone są karą do 8 lat pozbawienia wolności. Oskarżeni jako funkcjonariusze publiczni przekroczyli swoje uprawnienia działając na szkodę interesu publicznego i prywatnego, poprzez zlecenie fałszerstwa dokumentacji w aferze gruntowej – do czego nie mieli uprawnień. Zlecając zakładanie podsłuchów prokurator uznał, iż nie tylko nie było podstaw do takich działań, ale wręcz sąd zatwierdzający takie czynności został wprowadzony w błąd, co do faktycznych podstaw do inwigilacji, wielokrotnie w stosunku do osób nie mających nic wspólnego z aferą gruntową. Zdaniem prokuratora z Rzeszowa w początkowej fazie operacji specjalnej pod kryptonimami TRESER i ODRA nie było dowodów, aby Andrzej Kryszyński popełnił przestępstwo płatnej protekcji, a przygotowanie do takiego przestępstwa nie jest w naszym kraju karalne. Natomiast ze strony CBA nastąpiło nakłanianie do takiego przestępstwa i wdrożenie go w życie, poprzez wręczenie Andrzejowi Kryszyńskiemu 10 tys. zł łapówki i telefonu komórkowego Nokia 8800 oraz usiłowanie wręczenia kwoty 2,7 mln zł. Z treści stawianych zarzutów dowiadujemy się, że Kryszyński chciał wycofać się z ustaleń z niejakim Sosnowskim – agentem działającym pod przykryciem. Nie znajdujemy jednak odpowiedzi dlaczego do tego nie doszło, być może CBA pokrzyżowałoby to plany znacznie wcześniej. Także w stosunku do Piotra Ryby wg prokuratora nie było podstaw do wszczęcia tzw. kontroli operacyjnej – czyli pełnej inwigilacji, czego dowodem jest fakt nie sporządzania przez CBA stenogramów jego rozmów telefonicznych w pierwszym etapie inwigilacji, gdyż jak stwierdzili nie było w tych rozmowach nic istotnego.

Sprawę odroczono do dnia 23 kwietnia 2013 roku. Będą przesłuchiwani pierwsi świadkowie.

Mina oskarżonych po wyjściu z sali sadowej nie była już tak pewna siebie, jak dotychczas. 

Sędzia Igor Tuley odważył się na powiedzenie kilku słów prawdy o kulisach działań CBA w sprawie skazanego doktora Mirosława G. Oburzenie polityków wielu opcji jest ogromne. Rzeczywistość jest taka, że inni sędziwie przy ogłaszaniu uzasadnienia, niejednokrotnie wytykają nieprawidłowe działania uczestników w rożnych postępowaniach. Nikogo to nie razi a Prezesi sądów uważają to… za normalne i w zakresie uprawnień sędziów. To co stało się w tej sprawie, że reakcja jest tak ostra przeciw sędziemu? Może to poruszona przez sędziego Tuleja kwestia pracy służb? Jana Kowalskiego można krytykować, ale służby specjalne widać może krytykować tylko rząd. Popieram sędziego Tuleja, ktoś w końcu powinien głośno mówić o draństwie nawet jeśli to dotyczy CBA , ABW, CBŚ czy Policji. A uzasadnienie wyroku to właściwa zgodna z prawem droga, gdzie sędzia ma prawo nie tylko skazać, ale też ocenić jakość postępowania przygotowawczego.

 

Koniec
majówki

do
pracy mrówki

na
chleb zarabiać

bogatych
obrabiać

z
marzeniami o wygranej

z
Lotto otrzymanej

by
milionerem się stać

i
cały rok majówkę brać

k….
mać

 

Naćpana hołota

z Ruchu Palikota

Millera uhonorowała

chyba zwariowała

dać mu chciała LSD

a on wziął SLD

chwycił flagi,
transparenty

ten polityk wielce wzięty

w pochodzie pomaszerował

krytyki nie żałował

już to przecież było

by ludziom się lepiej
żyło

gówno wyszło z tego

lepiej zaćpaj kolego

każdy dziś pyta

czy u Palikota zgrzyta

transfer czy odejście

komu wieszczę…

 

słupki szaleją

wybranym nadzieją

tak na spełnienie

jak i zniweczenie

 

został języczkiem uwagi

dodając polityce zgagi

 

Pytał
osioł osła

gdzie
jest prosta

bo
krzywa mu się widziała

co
z osłami tańcowała

zakręcony
wiele razy

osioł
usiadł pośród głazy

w
lewo zakręt pod górę

w
prawo zakręt w chmurę

i
nie poszedł osioł prostą

bo
miał wizję radosną

od
kolegi swego osła

co
nie znał słowa prosta

więc
nie pytaj osła kolego

o
sens życia swego

 

ACTA PACTA

2 komentarzy

Tusk dobre ma samopoczucie

nawet gdy czuje ACTA kłucie

sejm nie wiedział co podpisuje

bo poseł po sejmie tylko się snuje

rozum nie musi pracować

bo na boku trzeba główkować

a ciężka to bardzo praca

co kolegów i posłów wzbogaca


  • RSS