Obejrzenie w kinie 50 Twarzy Greya dla mnie okazało się czasem straconym. Mniej więcej raz na dekadę lub dwie pojawia się na ekranach film, którego treści związane z erotyką, zmieniają nasze podejście do tej dziedziny życia. Ukazywanie w filmach relacji międzyludzkich na tle zachowań erotycznych, nie jest jednakże łatwe, jeśli nie ma trącać porno lub tanią erotyką. To udało się niewielu filmom. Czy pamiętamy Ostatnie Tango w Paryżu czy 9 i 1/2 tygodnia. Te filmy przeszły do historii kina. Moim skromnym zdaniem nie uda się to 50 Twarzom Greya, filmowi który próbował się zmierzyć ze słynnym 9 i pół tygodnia. Skończyło się na próbie. Pierwszą scenę erotyczna poprzedza 40 minut powstawania chemii pomiędzy głównymi bohaterami, niestety w tanim ujęciu scenariusza. Blichtr bogacza w stylu luksusowych hoteli i wciąż zdziwione oczy nieśmiałej studentki literatury są wręcz nudne i zupełnie nie wiemy o co im chodzi. Może o miłość, ale tu dość wcześnie Grey informuje, że on lubi inaczej. Nie wiemy jeszcze jak inaczej, ale już mamy świadomość, że nie będziemy oglądać przeciętnego romansidła. „Ręce jednak mi opadły” gdy okazało się, że główna bohaterka jest dziewicą, a jej wybranek naprawiając ten błąd, nie tylko pozbawia jej cnoty, ale jeszcze obdarowuje potężnym orgazmem. Poświęca się przy tym okrutnie, gdyż nie uskutecznia w tym celu, swych innych upodobań. Jedyne co można tu pochwalić, to dość ładnie zrobione sceny erotyczne. Ale to za mało, gdy brak fabuły i pomysłu na myśl przewodnią obrazu. Gdy w końcu dowiadujemy się o inności przystojniaka, okazuje się ze on po prostu lubi sado-maso. Kochana Ameryko wy chyba nie czytaliście żadnych książek Kosińskiego, a już na pewno nie wiecie kim był np. Markiz de Sade. A szkoda, nauka popłaca. Dalej w filmie zupełnie nie wiedziałam o co chodzi i mnie to wkurzało. Z sentymentem wspomniałam 9 i 1/2 tygodnia i oznajmiam, że film ten nadal nie doczekał się następcy.