gut blog

Twój nowy blog

Wpisy z tagiem: samolot

12 sierpnia 2008 roku Prezydent Lech Kaczyński (śp.) wybrał się wraz z prezydentami Estonii – Toomas Hendrik Ilvers, Litwy – Valdas Admkus oraz premierem Łotwy Ivars Godmanis z misją wsparcia politycznego dla Gruzji. Dołączył do nich prezydent Łotwy Valdis Zatlers. Tu miał dołączyć Wiktor Juszczenko. Spotkać się mieli z gruzińskim prezydentem Micheilem Saakaszwilim. Minister Spraw Zagranicznych Radosław Sikorski również znajduje się na pokładzie specjalnego samolotu a także szef BBN Władysław Stasiak (śp.).

Samolotem dowodzi kpt. Grzegorz Pietruczuk. Drugim pilotem był kpt. Arkadiusz Protasiuk (śp.) . Samolot miał lecieć do Symferopola, gdzie zabrano jeszcze prezydenta Ukrainy Wiktora Juszczenkę. Następnie miał lecieć do Azerbejdżanu. Jednakże prezydent zażądał bezpośredniego lotu do Tbilisi. Szef BBN W.Stasiak naciskał. Pilot odmówił.

Twierdził, że ten lot nie może się odbyć ze względu na warunki bezpieczeństwa. Nie było zgody dyplomatycznej, brak było też informacji o sytuacji pogodowej na lotnisku, o jego stanie i systemach nawigacyjnych. A nad terytorium Gruzji operowały rosyjskie samoloty bojowe. Prezydent Lech Kaczyński, po odmowie, wszedł do kabiny pilotów. Zapytał kto jest zwierzchnikiem sił zbrojnych, a po usłyszeniu odpowiedzi, że on powiedział: „W takim razie polecam wykonać lot do Tbilisi”

Prezydent i jego ministrowie interweniowali także u przełożonych pilota i szefa MON. Przełożony 36 Specjalnego Pułku Lotnictwa Tomasz Pietrzak (zrezygnował w 2008 r.) potwierdził aby nie lecieli. Nie wszczął także, później postępowania dyscyplinarnego przeciwko upartemu pilotowi.

W kraju rozpoczęła się ogólnonarodowa dyskusji : kto miał rację?

Lech Kaczyński stwierdził: – Jeśli ktoś decyduje się być oficerem, to nie powinien być lękliwy.
Szefa Biura Bezpieczeństwa Narodowego
Władysława Stasiaka, stwierdził, że formalnie prawo do podjęcia samodzielnej – a sprzecznej z życzeniem głowy państwa – decyzji, pilot miał, ale nie powinien podejmować właśnie takiej.

Bogdan Klich: Pilot miał pełne prawo do podjęcia takiej decyzji. Pilot odpowiada za siebie, załogę i pasażerów.

Karol Karski z PiS, który po incydencie doniósł na pilota do prokuratury, chciał, by śledczy sprawdzili, czy kapitan Tupolewa mógł odmówić wykonania rozkazu. Prokuratura odmówiła wszczęcia śledztwa nie dopatrując się znamion przestępstwa w zachowaniu pilota.

10 kwietnia 2010 roku pod Smoleńskiem pilot Arkadiusz Protasiuk, który był świadkiem incydentu w Gruzji, podjął ryzykowną próbę podejścia do lądowania.

Z opublikowanych dziś zapisów rozmów z kokpitu prezydenckiego tupolewa na pewno zapamiętałam wypowiedź dyrektora Kazana, na 11 min. przed katastrofą : Na razie nie ma decyzji prezydenta, co dalej robić.

Jeśli kiedykolwiek w jakimkolwiek kraju, pasażer samolotu będzie podejmował decyzję co robić dalej – to rozbije się jeszcze nie jedna maszyna.

Tłok w kabinie pilotów, porozumiewanie się przed samym lądowaniem z prezydentem, to chyba wystarczające by uznać, że piloci podejmowali decyzję pod presją. I trudno wtedy dziwić się ich błędom.

Szkoda że kpt. Arkadiuszowi Protasiukowi zabrakło takiej samej asertywności, jaką wykazał w sprawie lądowania w Gruzji kpt. Grzegorz Pietruczuk. Zapłacił za to wysoką cenę, ale żyje.

 

Minęło dwa tygodnie od katastrofy prezydenckiego samolotu pod Smoleńskiem. Nadal przeżywamy odejście tylu wybitnych ludzi z grona życia politycznego i społecznego. Rząd podjął natychmiastowe kroki aby wspomóc rodziny tych, którzy odeszli. Pokrycie kosztów pogrzebu, zapomogi, specjalne renty. Pełna ofiarność państwowej kasy. Tylko mnie zastanawia jeden fakt. Dlaczego przez media ledwo przedarł się temat braku ubezpieczenia rządowego samolotu. Przecież to właśnie system ubezpieczeń zapewnia w takich wypadkach najbardziej sensowne odszkodowania dla rodzin ofiar. No właśnie system odszkodowań ? Słowo w tej tragedii wyeliminowane. W normalnym cywilizowanym kraju taka sytuacja z brakiem ubezpieczenia nie mogłaby się zdarzyć.


Odszkodowanie to rekompensata za poniesione straty jak też zadośćuczynienie.


Czy Rząd podejmie ten trudny temat. Już powszechnie mówi się, że logistyka organizacji wylotu delegacji rządowym samolotem, była kolokwialnie mówiąc : „spaprana”. A przecież przy ustalaniu odszkodowania, element należytej staranności, to jeden z najważniejszych, decydujących o wysokości odszkodowania. Czy rządowe gremia liczą na to, że nikt z pokrzywdzonych nie odważy się wystąpić o odszkodowanie za ich ból i niepowetowaną stratę? Chyba tak.


Więc mydli nam się oczy troską urzędasów, która jest pozorna, bo nie mówi wprost o wszystkich aspektach zadośćuczynienia. Siedzą sobie w zaciszu komfortowych gabinetów, mając nadzieję, że każdego kto wspomni o należnym odszkodowaniu, media ukamienują jako padlinożerców narodowej tragedii. W cywilizowanych krajach prawdziwej demokracji ten problem już byłby rozwiązywany, poprzez podjecie przez państwo inicjatywy co do przyznania wysokości odszkodowań, które moim zdaniem winny być w wysokości adekwatnej do wszystkich poniesionych strat, w tym moralnych.


Bo jeśli zaprasza się do własnego samolotu, tak wielu obywateli, to należy zapewnić im komfort bezpieczeństwa.


Autostopowicz, który wsiądzie do naszego samochodu, w sytuacji gdy zdąży się wypadek, ma pełne prawo do sięgnięcia po odszkodowanie z mojego OC. A jeśli nie opłaciłam OC, to sięgnie do mojej prywatnej kieszeni.

 

powiedzieli w Niemczech i wydali nakaz aresztowania naszego Rokity, gdyż nie zapłacił wymierzonej mu kary grzywny 3000 EURO. Polityk polski, wielu ludziom także w Niemczech znany, został wtłoczony w normalny wymiar sprawiedliwości i nie pomogły mu okrzyki, że Niemiec Polaka zniewala na pokładzie samolotu. Niestety etos nie wystarczył.

 

Mnie zastanawia sytuacja, co by się stało, gdyby taka przygoda spotkała Rokitę w Polsce. Już widzę całą rzeszę stewardes, które nadskakują posłowi, wręcz zapraszając by nie tylko swój płaszczyk położył w biznes-klasie, ale także swoje d….sko wraz z d…pskiem małżonki, mimo że stosownych opłat za bilety nie mieli. Bo przecież miejsca zazwyczaj puste, należy wykorzystać w słusznym celu i usadzić tam strudzonego podróżnika, okalanego aureolą sławy sejmowej tak swojej jak i swojej małżonki.

 

Do takiego traktowania przyzwyczajony poseł Rokita, zderzył się ze zgoła odmiennym sposobem myślenia niemieckiej nacji i poczuł się jak dzielny powstaniec warszawski, którego hitlerowcy siłą chcą wyciągnąć z kanałów. A to gnidy faszystowskie! Polskiego posła w kajdankach z samolotu wyprowadzać i jeszcze mu wmawiać, że burdy tam wszczynał.

 

14 października 2007 r., na międzynarodowym lotnisku w Vancouver, 40-letni polski imigrant, Robert Dziekański, zmarł w wyniku użycia paralizatora przez policję, przy naruszeniu wielu procedur kanadyjskich.

 

Jakoś nie słyszałam wtedy, by Rokita gromił bestialstwo tamtejszych służb lotniska, był oburzony interweniował w MSZ lub w organizacjach obrony praw człowieka.

 

Niestety punkt widzenia zależy od punktu siedzenia panie Rokita!


  • RSS