Czujemy bo żyjemy. Co czujemy? Setki wrażeń otaczającej nas rzeczywistości. Większość z nich nie zapamiętujemy, gdyż dzieją się a priori, niezależnie od naszej akceptacji, czy chęci potwierdzenia. Na pewno zauważamy zdarzenia, które dowodzą naszego sukcesu, potwierdzają stan zadowolenia, poprawę urody, wydłużenie penisa poprzez zmianę auta na lepsze, tudzież pokazują sukces naszych dzieci. Ot chociażby poprzez najlepszy wynik dziecka w siusianiu do nocnika, a co dopiero mówiąc o świetnej średniej wyników w nauce, lub otrzymanym stypendium na prestiżowej uczelni w Anglii lub USA.

Porównywarki naszego sukcesu i naszych bliskich determinują nasz ogląd rzeczywistości. Jedyne wskaźniki jakie są interesujące to te, które potwierdzają sukces.

Aż tu nagle, wpada do mnie mój bardzo bobry znajomy, by podzielić się dobrą nowiną. Znajomy jest przystojnym 40-latkiem, człowiekiem sukcesu i niestety typowym przykładem faceta z przeżyciami, które dopadają mężczyznę w stanie tzw. kryzysu wieku średniego. Ale o tym innym razem. Bardziej interesująca była nowina jaką niósł. Otóż, chcąc prowadzić tzw. zdrowy tryb życia, postanowił codziennie rano udawać się na długi spacer do pobliskiego lasu, w okolicy dość prestiżowej podwarszawskiej miejscowości. Aby spełnić amerykański sen o szczęśliwej rodzinie zaciągał na te spacery swoją ślubną, co by się w domu z rana nie leniła. A co, kobita niech polata sobie, po lesie, z mężem. Dobry przykład dla otoczenia – w zdrowym ciele, zdrowy duch. Parafrazując możemy powiedzieć w zdrowym ciele młody duch. I wydaje nam się, że mój znajomy optuje za stwierdzeniem – będzie las, będzie druga młodość. Aczkolwiek należy tu podkreślić, że znajomy kryzys wieku średniego, nie przeżywa w aspekcie poszukiwania młodości poprzez młode dupy, a poprzez zdolność organizmu do sprawności życiowej, w tym do zachowania nienagannej sylwetki i braku oponki brzusznej.

Podczas jednego ze spacerów znajomy spotkał tzw. dziarskiego dziadka – wiek 94 lata. Zachwytom nie ma końca. Aplauz dla entuzjastów długiego i zdrowego życia. I to jest taki fajny moment w życiu, kiedy zmierzając się z pierwszymi zmarszczkami, zaczynamy oswajać się ze starczymi zmarszczkami.

To spotkanie, mojego w zasadzie przyjaciela, z dziarskim dziadkiem, uzmysłowiło mi, że w maratonie o zadowolenia z życia, zapominamy zauważać zwykłe codzienne rzeczy, czyli nasze codzienne czucie.